Najsilniejsze konie

Imię: Ronderu
Płeć: klacz
Wiek: 33 lata
Gatunek: pegaz
Cechy charakteru: teraz jestem oschła, małomówna, dzika i pociągająca. Nie ufam, sama nie pozwalam sobie ufać. Nikogo nie zaszczycam swoją przyjaźnią, wolę przebywać sama niż w grupie, nie mam najlepszych stosunków jeśli chodzi o ogiery. W mojej intrydze i kłamstwach nie jeden potrafi się zgubić, i nigdy nie powrócić, ale sama nie ulegam "gierkom". Jestem także spokojna, rozważna, nieugięta, tajemnicza, mroczna, asertywna, i trochę agresywna. Mam naprawdę mocną psychikę, i doprawdy trudno mnie złamać. Mogę mieć problemy z podporządkowaniem się. Rzadko wyrażam swoje prawdziwe uczucia...
Moce: Okrycie się leczniczym polem, ukrywanie blizn i ran, mogę mieć wizje podczas snu, z niewiadomych przyczyn zmienić się w demona, wyczuć kogoś z niewyobrażalnych odległości, zawładnąć nad czyimś umysłem, omamić, ukryć skrzydła, używanie przedmiotów za pomocą umysłu
Rodzina: jedni mówią, że sama ją zabiłam. Ja zaś twierdzę, że pochodzę od bogów...
Ale prawda jest okryta tajemnicą, nawet przede mną...
Partner: brak, nie chcę się tym teraz zamartwiać
Potomstwo: brak, nie zamierzam mieć
Historia: moja młodość jest nieznana. Ja głoszę, że zostałam stworzona przez moich bogów. Po raz pierwszy spojrzałam na świat, otoczona blaskiem księżyca i siwą mgłą. Ponieważ nie miałam nikogo, musiałam nauczyć się wszystkiego sama. Sama musiałam dość, co jest jadalne, a co nie, sama musiałam uczyć się unikać niebezpieczeństw, i je rozróżniać. Niby niemożliwe, ale jednak dałam sobie radę. Gdy miałam 13 lat, wpadłam w pułapkę "Łowców Niewolników". Nie umiejąc jeszcze walczyć tak jak teraz, byłam bezsilna przeciw kilku sporym ogierom...
Nazywali mnie "Trofeum". Poza mną, w ich przytułku znajdowały się setki innych klaczy. Łapali nas masowo, trenowali po swojemu, a na końcu sprzedawali na Czarnym Rynku. Szkolenie polegało zwykle na nauce kilku "umiejętności" - szacunku do właściciela, walki i uległości. Ćwiczyłyśmy prawie cały dzień, gdy padałyśmy na udeptany piach ze zmęczenia oni nas torturowali, gdy coś nam nie wychodziło, walili batami. Nierzadko zdarzało się, że niektóre z nas umierały na treningach, w naszych "boksach" lub na arenach. Czasami śmierć po prostu była wybawieniem. Znajdowałyśmy się po około 10 w małych, ogrodzonych stalowymi kratami pomieszczeniach. Brakowało nam i wody, i jedzenia. Bunt był karany śmiercią. Na co dzień trzymano nas uwiązane sznurami...
Ze mną obchodzili się trochę inaczej - byłam ich perełką. Innymi klaczami zwykle zajmowali się zwykłe ogiery posłuszne ich przywódcy. Ale mną zajmował się sam władca całej tej ich bandy. Miałam także inne zajęcia - specjalną uwagę przykładał do mojej walki i uległości. Traktował trochę lżej od reszty, ale miałam zdecydowanie dłuższe treningi. Byłam najpiękniejszą, najsilniejszą i najmroczniejszą klaczą, jaką widzieli, więc gdy ukończyłam trening w pełni, natychmiast trafiłam na "aukcje". Sama moja cena wywoławcza była ogromna, ale i tak wzniosła się o jeszcze raz tyle. Licytacja trwała rekordowo długo. W końcu wygrał mnie masywny, kary ogier. To on nauczył mnie prawdziwej walki, przyłożył więcej wagi do finezji i namiętności. Wprowadził mnie także do Półświatka. Trenował na idealną najemniczkę - udało mu się. Jemu potrzebna byłam tylko do tego - brałam zlecenia, zabijałam kogo potrzeba, a on zgarniał nagrodę. Tak przez kilka lat. W końcu on także mnie sprzedał...
Aukcja odbywała się na tej samej arenie. Tylko tym razem, dla większej efektywności miałam walczyć z trzema niedźwiedziami na raz, i byłam zakuta w grube łańcuchy. Nie byłam na to przygotowana, ale i tak się ich pozbyłam. Cena była cztery razy taka jak za pierwszym razem. Gdy stałam na środku areny, ogiery licytowały moją cenę, a krew spływała pod kopyta, coś się we mnie obudziło - pojawiła się znikąd purpurowa mgła, ja pod jej postacią "wyszłam" ze swojego ciała i niekontrolowanie zabijałam wszystkich w zasięgu wzroku. Nie mogłam skończyć, to mną całkowicie zawładnęło. Gdy powróciłam do swojego ciała, nie miałam już na sobie łańcuchów. Mając drogę wolną, uciekłam... Wiem że prawie nikt nie przeżył tamtej masakry - ale został jednak ten kary ogier...
W późniejszych latach spotykałam wiele koni. Nie odstąpiłam od zawodu najemniczki, i dzięki temu zdobyłam bogactwa. Stałam się także mniej uczuciowa i bardziej oschła, niż przed złapaniem. Posłużyło mi to na dobre. Pewnego razu spotkałam także Szamana, który od razu gdy mnie wyczuł, nazwał Inkubem. Wtedy zrozumiałam, że to, co mną zawładnęło nad areną, musiało być demonem. Byłam nim najwyraźniej od początku... Pomimo tego niezbyt się przejęłam, i dalej robiłam swoje. Wędrowałam, podbijałam serca i odchodziłam... Przy okazji dalej zajmując się swoim fachem. W końcu znalazłam się tu
Wciela się: Nefera 22
Inne konie

Imię: Roka
Płeć: ogier
Wiek: 25 lat
Gatunek: Pegaz
Cechy charakteru: Nie jestem taki, jak można by sądzić. Mój charakter ciągle się zmienia - raz mogę być wredny i arogancki, a raz oschły i chamski. Dla mnie nie ma pojęcia "uśmiech". Jest tylko zło. Jeśli kogoś pokocham, to wcale nie stanę się nagle miły. Nie ujawniam swoich uczuć do czasu, gdy ty sam ich nie ujawnisz. Kieruję się własnymi zasadami i nikt ich nie może podważyć. Jestem odporny na wszelkie "uroki" ze strony klaczy. Ogółem jestem koniem trudnym do "rozgryzienia". Nie tak łatwo jest zdobyć moje zaufanie. Raczej nikomu się to nie udało...
Moce: Ukrywanie skrzydeł, telepatia, niewidzialność, porusza przedmiotami za pomocą umysłu, tworzę postaci np. z wody, odporność na ból (to nie znaczy, że nie można go zranić lub zabić)
Rodzina: Nie mam rodziców. Zostałem stworzony przez Sabrine
Partnerka: Nie ma. Da sobie radę bez niej.
Potomstwo: Jeszcze czego...
Historia: Zostałem stworzony przez Sabrine. Miałem być jej pośrednikiem, ale chciałem inaczej. Wyrosłem na potężnego ogiera. Pewnego dnia napotkałem cudnej urody klacz, Marikę. Mieszkała na ziemi wraz ze swoją rodziną. Postanowiłem ją odbić. Zszedłem na ziemię i uwodziłem klacz. Ona poddawała się moim zalotom. Jej partner był na mnie wściekły. Zabrałem Marikę i odszedłem daleko na zachód. Niestety i tam znalazł nas zły partner. Zabił klacz. Uciekłem i znalazłem się tu.
Wciela się: Weroncik156

Imię: Nero
Płeć: Ogier
Wiek: 34 lata
Gatunek: Jednorożec
Cechy Charakteru: Jestem ogierem bardzo otwartym. Miłym, przyjacielskim, serdecznym i ciepłym, dlatego lubię poznawać nowe osoby. Nie chcę się chwalić, ale chcąc-nie chcąc muszę powiedzieć, że mam bardzo dobre przemowy, wartościowe, oraz konkretne; ścisłe i rzeczowe, dlatego cechuje mnie dobra gadana. Jestem też dobrym słuchaczem - gdy ktoś mówi, nie przerywam mu i słucham do końca jego wypowiedzi, jednym słowem - nie przerywam mu w pół zdania, takie zachowanie mnie bardzo irytuje. W bajki przestałem wierzyć już dawno, więc wiem, że nie istnieją "ideały", dlatego przy mnie nie wiadomo co jest kłamstwem, a co prawdą, więc w związku z czym mam dobrą grę aktorską, chociaż sam nie wiem gdzie się jej nauczyłem... Ogierem jestem, więc cechuje mnie także odwaga, jednak czasem bywam lekkomyślny, niekiedy szalony co tworzy niezłą mieszankę wybuchową! Do tego uwielbiam adrenalinę, jestem bardzo żywiołowy, a także zwinny i nie potrafię usiedzieć w miejscu, muszę coś wykonywać, te cechy razem oznaczają kłopoty, jednak jakoś się z nich wywiązuję i "uchodzę z życiem". Uwielbiam słyszeć jak ktoś mnie komplementuje. Jestem bardzo radosną osobą, pomimo tego co przeżyłem. Wiecznie uśmiechnięty ze mnie ogier, jednak bywają dni bólu. Właśnie, "ból", jeszcze o nim nie pisałem prawda? Bowiem, z początku nie jestem taki potulny i przyjazny, w ogóle taki nie jestem, łatwo nabieram złe nawyki, oraz często kryje się za pokerową twarzą. Moje sarkastyczne serce jest tak naprawdę podziurawione, zgorzkniałe, oraz czarne, dosłownie; przepełnione furią i bólem, które zadał mi los. w towarzystwie nieznajomych pozostaje tajemniczy, staje się wtedy mało rozmowny i milczę; wyjątki następują wtedy gdy osoba nie jest ani przyjacielsko, ani neutralnie nastawiona do mnie, wtedy potrafię być chamski i cięty w słowach. Uwielbiam deszcz, nie wiedzieć czemu, chociaż nienawidzę gdy moja grzywa i ogon stają się mokre! Więc jak wrzucisz mnie do wody to raczej zachwycony nie będę! Mimo wszystko mądre powiedzenie mówi "nerwy do konserwy", dlatego nie ujawniam mojej drapieżności, już się nauczyłem, że to najgorsze co może być. Nie lubię monotonii i rutyny, jednak w niektórych momentach się jej poddaję, trudno. Jestem wiecznie w ruchu, rzadko kiedy można mnie zobaczyć w stanie spoczynku, chyba, że jestem zmęczony, albo pochłania mnie rutyna, bądź zapotrzebowanie spokoju. Ach, spokój! To chyba jedyna rzecz, która jest tak mi odmienna, aczkolwiek ją lubię. Wtedy staję się poważny, może nawet trochę smutny i przygnębiony, jednak pod koniec tego stanu, na moim pyszczku znów gości uśmiech. Uwielbiam imprezować, a gdy już natrafi się taka okazja z sarkastycznego Nera, zamieniam się w duszę towarzystwa, jednak gdy nadarza się propozycja dołączenia do takowej imprezy jestem bardzo nieśmiały i z początku nieprzekonany. Pierw coś wykonam, a potem myślę, trochę jak dziecko... Nie jestem jak otwarta księga, mam swoje tajemnice. Lubię podrywać klacze, oraz patrzeć na urocze źrebaki; jednak moim zdaniem nie jestem jeszcze na to gotowy. Lubię zabawy z młodszymi od siebie, jestem tolerancyjny, więc mi to nie przeszkadza. Nie lubię nudnych, oraz mało rozwiniętych rozmów typu "-O, cześć, co tam u Ciebie? -Ach tak wszystko dobrze, a u Ciebie?" itp. Woli bardziej rozwinięte rozmowy z istotami inteligentnymi, nienawidzi istot tępych i przygłupich, gdy natrafia na takie istoty, staje się nie tolerancyjny i traktuje je jak śmieci, ignoruje je, oraz omija szerokim łukiem bądź odchodzi. Są dni gdy izoluje się od reszty i nie kontaktuje się nawet z bliskimi mu osobami, jednak zdarza się to bardzo, ale to bardzo rzadko. W towarzystwie klaczy dostaje głupawki. Wtedy jestem szarmancki, romantyczny, oraz dystyngowany. Komplementuje je, oraz pomagam. Rzucam się na wrogów, a czasem nawet zabijam z zimną krwią, gdy trzeba jestem wredny i nieopanowany, zamieniam się w moją drugą połowę, o jestem podzielony na dwie, jedną dobrą, drugą złą. Trudno mnie uspokoić co czasem może wyjść na szkodach. Jednak jak nie patrzeć jest prawdomówny i dobrze dochowuje sekretów. Często nucę sobie jakieś moje ulubione piosenki pod nosem. Codziennie trenuję sztuki walki, dzięki czemu moje muskularne ciało jest bardzo wytrzymałe i podatne na ból. Do każdego odnoszę się z szacunkiem i potrafię być uprzejmy. Praktycznie nie ma takiej istoty z którą nie potrafię nawiązać dobrych kontaktów. Przyjacielem jestem oddanym i wiernym, służącym pomocy nawet w środku nocy, chociaż najczęściej wtedy jeszcze nie śpię, a właśnie... Śpię tylko 4 godziny, aczkolwiek jestem wyspany, dziwne co? Wracając, swoich najbliższych traktuję jak rodzinę, której nigdy nie miałem, ale cóż. Nie zakochuję się tak łatwo jak inni, fakt faktem, że uwielbiam jak klacze za mną szaleją, jednak ja bardziej doceniam te, które tego nie okazują, chociaż takiej jeszcze nie spotkałem. Jestem bardzo opiekuńczym ogierem, a każde słowo krytyki ignoruję, jednak czasem biorę je sobie do serca.
Moce: Wieczna Młodość - Nero pozostaje wiecznie młody, tzn. ogier nie odczuwa, oraz inni nie widzą po nim oznak starości na ciele, oraz w głosie; Teleport Ciemności - wpierw, gdy ogier chce użyć tej mocy w miejscu w którym stał następuje błysk z którego ciekną smugi mroku, ta sama kombinacja pojawia się pod koniec teleportacji. Teleport ma dwie funkcje: pierwsza wymieniona powyżej, a druga to teleportacja przez wrogów w czasie której Nero przepruwa ich swoim rogiem; Cios Ciemności - używając tej mocy, przednie kopyta ogiera są całe w mroku (wręcz nim płoną). Dodaje mu to skoczności, oraz rani jego wrogów bardziej niż zwyczajny cios zadany kopytem; Zwinność - Nero ma tzw. nadnaturalną zwinność, pomaga mu to w przemieszczaniu się, zakładach kto szybszy, a także w unikach; Ostrze mroku - używając tej mocy róg Nera płonie mrokiem, moc działa ofensywnie, służy jako "miecz", Zemsta Krucza - działanie ofensywne i defensywne, ogier przywołuje kruki/kruka, moc ta może zostać zastosowana jako "krucza tarcza", "krucza armia" (licząca około 15 członków) wydziobująca np. oczy, bądź jako pewien rodzaj posłańca; Furia - Niekontrolowane. Pojawia się gdy ktoś mocno zrani jego/jego bliskich, przyczyną nie musi być osoba, może to być nawet wydarzenie; jednak to musi być coś bardzo poważnego, bo z byle czego furia się nieuaktywnia. Podczas Furii jego oczy świecą i "płoną mrokiem" zarówno jak i róg. Może zniszczyć wszystko co jest na jego drodze, a wszystko przez to, że podczas furii nie wie co się z nim dzieje i może zranić nawet bliskich.
Rodzina: Matka - Dream, Ojciec - Nightmare, oboje zmarli
Partner: Serce pełne miłości, pozostaje na zawsze młode...
Potomstwo: Brak
Historia: Historia Nera tak naprawdę zaczyna się gdy umiał chodzić 3 tygodnie od czasu poczęcia, bowiem wybuchła wtedy wojna pomiędzy jego stadem Mrocznej Ciemności, a stadem Wiecznego Światła. Dosłownie kilka sekund przed skażeniem, oraz spopieleniem terenów rodzice Nera uratowali mu życie teleportując go do schronu, który znajdował się pod ziemią wykopanego przez jednorożce ziemi na wypadek wojny. Tam po chwili zaczęła się zbiegać reszta, ale w koszmarnym stanie. Jedni nie mieli kopyta, drudzy kończyny, trzeci prawie umierali, czwarci nie mieli skrzydła, albo rogu, bądź mieli je w strasznym stanie; piąci byli niesieni na plecach, a szóści byli cali, ale płakali ze strachu. Nero nie zwracał uwagi na poturbowane konie, jednak całą swoją uwagę skupił na rodzicach. Umierali. Czuli to. Ostatnie słowa jakie Nero pamięta to "Pamiętaj o nas", po tych słowach ich ciała stały się zimne, a serca przestały bić. Wojna trwała 2 lata, a kiedy ustała na wskutek kapitulacji jego stada, wszystko było już spopielone i zniszczone. Wtedy Nero postanowił prowadzić koczowniczy tryb życia. Wędrował, wędrował i wędrował, aż trafił tutaj, gdzie postanowił porzucić koczowniczy tryb życia i zacząć wszystko od nowa.
Wciela się: WilczycaShante
Wiek: 33 lata
Gatunek: pegaz
Cechy charakteru: teraz jestem oschła, małomówna, dzika i pociągająca. Nie ufam, sama nie pozwalam sobie ufać. Nikogo nie zaszczycam swoją przyjaźnią, wolę przebywać sama niż w grupie, nie mam najlepszych stosunków jeśli chodzi o ogiery. W mojej intrydze i kłamstwach nie jeden potrafi się zgubić, i nigdy nie powrócić, ale sama nie ulegam "gierkom". Jestem także spokojna, rozważna, nieugięta, tajemnicza, mroczna, asertywna, i trochę agresywna. Mam naprawdę mocną psychikę, i doprawdy trudno mnie złamać. Mogę mieć problemy z podporządkowaniem się. Rzadko wyrażam swoje prawdziwe uczucia...
Moce: Okrycie się leczniczym polem, ukrywanie blizn i ran, mogę mieć wizje podczas snu, z niewiadomych przyczyn zmienić się w demona, wyczuć kogoś z niewyobrażalnych odległości, zawładnąć nad czyimś umysłem, omamić, ukryć skrzydła, używanie przedmiotów za pomocą umysłu
Rodzina: jedni mówią, że sama ją zabiłam. Ja zaś twierdzę, że pochodzę od bogów...
Ale prawda jest okryta tajemnicą, nawet przede mną...
Partner: brak, nie chcę się tym teraz zamartwiać
Potomstwo: brak, nie zamierzam mieć
Historia: moja młodość jest nieznana. Ja głoszę, że zostałam stworzona przez moich bogów. Po raz pierwszy spojrzałam na świat, otoczona blaskiem księżyca i siwą mgłą. Ponieważ nie miałam nikogo, musiałam nauczyć się wszystkiego sama. Sama musiałam dość, co jest jadalne, a co nie, sama musiałam uczyć się unikać niebezpieczeństw, i je rozróżniać. Niby niemożliwe, ale jednak dałam sobie radę. Gdy miałam 13 lat, wpadłam w pułapkę "Łowców Niewolników". Nie umiejąc jeszcze walczyć tak jak teraz, byłam bezsilna przeciw kilku sporym ogierom...
Nazywali mnie "Trofeum". Poza mną, w ich przytułku znajdowały się setki innych klaczy. Łapali nas masowo, trenowali po swojemu, a na końcu sprzedawali na Czarnym Rynku. Szkolenie polegało zwykle na nauce kilku "umiejętności" - szacunku do właściciela, walki i uległości. Ćwiczyłyśmy prawie cały dzień, gdy padałyśmy na udeptany piach ze zmęczenia oni nas torturowali, gdy coś nam nie wychodziło, walili batami. Nierzadko zdarzało się, że niektóre z nas umierały na treningach, w naszych "boksach" lub na arenach. Czasami śmierć po prostu była wybawieniem. Znajdowałyśmy się po około 10 w małych, ogrodzonych stalowymi kratami pomieszczeniach. Brakowało nam i wody, i jedzenia. Bunt był karany śmiercią. Na co dzień trzymano nas uwiązane sznurami...
Ze mną obchodzili się trochę inaczej - byłam ich perełką. Innymi klaczami zwykle zajmowali się zwykłe ogiery posłuszne ich przywódcy. Ale mną zajmował się sam władca całej tej ich bandy. Miałam także inne zajęcia - specjalną uwagę przykładał do mojej walki i uległości. Traktował trochę lżej od reszty, ale miałam zdecydowanie dłuższe treningi. Byłam najpiękniejszą, najsilniejszą i najmroczniejszą klaczą, jaką widzieli, więc gdy ukończyłam trening w pełni, natychmiast trafiłam na "aukcje". Sama moja cena wywoławcza była ogromna, ale i tak wzniosła się o jeszcze raz tyle. Licytacja trwała rekordowo długo. W końcu wygrał mnie masywny, kary ogier. To on nauczył mnie prawdziwej walki, przyłożył więcej wagi do finezji i namiętności. Wprowadził mnie także do Półświatka. Trenował na idealną najemniczkę - udało mu się. Jemu potrzebna byłam tylko do tego - brałam zlecenia, zabijałam kogo potrzeba, a on zgarniał nagrodę. Tak przez kilka lat. W końcu on także mnie sprzedał...
Aukcja odbywała się na tej samej arenie. Tylko tym razem, dla większej efektywności miałam walczyć z trzema niedźwiedziami na raz, i byłam zakuta w grube łańcuchy. Nie byłam na to przygotowana, ale i tak się ich pozbyłam. Cena była cztery razy taka jak za pierwszym razem. Gdy stałam na środku areny, ogiery licytowały moją cenę, a krew spływała pod kopyta, coś się we mnie obudziło - pojawiła się znikąd purpurowa mgła, ja pod jej postacią "wyszłam" ze swojego ciała i niekontrolowanie zabijałam wszystkich w zasięgu wzroku. Nie mogłam skończyć, to mną całkowicie zawładnęło. Gdy powróciłam do swojego ciała, nie miałam już na sobie łańcuchów. Mając drogę wolną, uciekłam... Wiem że prawie nikt nie przeżył tamtej masakry - ale został jednak ten kary ogier...
W późniejszych latach spotykałam wiele koni. Nie odstąpiłam od zawodu najemniczki, i dzięki temu zdobyłam bogactwa. Stałam się także mniej uczuciowa i bardziej oschła, niż przed złapaniem. Posłużyło mi to na dobre. Pewnego razu spotkałam także Szamana, który od razu gdy mnie wyczuł, nazwał Inkubem. Wtedy zrozumiałam, że to, co mną zawładnęło nad areną, musiało być demonem. Byłam nim najwyraźniej od początku... Pomimo tego niezbyt się przejęłam, i dalej robiłam swoje. Wędrowałam, podbijałam serca i odchodziłam... Przy okazji dalej zajmując się swoim fachem. W końcu znalazłam się tu
Wciela się: Nefera 22
Inne konie

Imię: Roka
Płeć: ogier
Wiek: 25 lat
Gatunek: Pegaz
Cechy charakteru: Nie jestem taki, jak można by sądzić. Mój charakter ciągle się zmienia - raz mogę być wredny i arogancki, a raz oschły i chamski. Dla mnie nie ma pojęcia "uśmiech". Jest tylko zło. Jeśli kogoś pokocham, to wcale nie stanę się nagle miły. Nie ujawniam swoich uczuć do czasu, gdy ty sam ich nie ujawnisz. Kieruję się własnymi zasadami i nikt ich nie może podważyć. Jestem odporny na wszelkie "uroki" ze strony klaczy. Ogółem jestem koniem trudnym do "rozgryzienia". Nie tak łatwo jest zdobyć moje zaufanie. Raczej nikomu się to nie udało...
Moce: Ukrywanie skrzydeł, telepatia, niewidzialność, porusza przedmiotami za pomocą umysłu, tworzę postaci np. z wody, odporność na ból (to nie znaczy, że nie można go zranić lub zabić)
Rodzina: Nie mam rodziców. Zostałem stworzony przez Sabrine
Partnerka: Nie ma. Da sobie radę bez niej.
Potomstwo: Jeszcze czego...
Historia: Zostałem stworzony przez Sabrine. Miałem być jej pośrednikiem, ale chciałem inaczej. Wyrosłem na potężnego ogiera. Pewnego dnia napotkałem cudnej urody klacz, Marikę. Mieszkała na ziemi wraz ze swoją rodziną. Postanowiłem ją odbić. Zszedłem na ziemię i uwodziłem klacz. Ona poddawała się moim zalotom. Jej partner był na mnie wściekły. Zabrałem Marikę i odszedłem daleko na zachód. Niestety i tam znalazł nas zły partner. Zabił klacz. Uciekłem i znalazłem się tu.
Wciela się: Weroncik156

Imię: Nero
Płeć: Ogier
Wiek: 34 lata
Gatunek: Jednorożec
Cechy Charakteru: Jestem ogierem bardzo otwartym. Miłym, przyjacielskim, serdecznym i ciepłym, dlatego lubię poznawać nowe osoby. Nie chcę się chwalić, ale chcąc-nie chcąc muszę powiedzieć, że mam bardzo dobre przemowy, wartościowe, oraz konkretne; ścisłe i rzeczowe, dlatego cechuje mnie dobra gadana. Jestem też dobrym słuchaczem - gdy ktoś mówi, nie przerywam mu i słucham do końca jego wypowiedzi, jednym słowem - nie przerywam mu w pół zdania, takie zachowanie mnie bardzo irytuje. W bajki przestałem wierzyć już dawno, więc wiem, że nie istnieją "ideały", dlatego przy mnie nie wiadomo co jest kłamstwem, a co prawdą, więc w związku z czym mam dobrą grę aktorską, chociaż sam nie wiem gdzie się jej nauczyłem... Ogierem jestem, więc cechuje mnie także odwaga, jednak czasem bywam lekkomyślny, niekiedy szalony co tworzy niezłą mieszankę wybuchową! Do tego uwielbiam adrenalinę, jestem bardzo żywiołowy, a także zwinny i nie potrafię usiedzieć w miejscu, muszę coś wykonywać, te cechy razem oznaczają kłopoty, jednak jakoś się z nich wywiązuję i "uchodzę z życiem". Uwielbiam słyszeć jak ktoś mnie komplementuje. Jestem bardzo radosną osobą, pomimo tego co przeżyłem. Wiecznie uśmiechnięty ze mnie ogier, jednak bywają dni bólu. Właśnie, "ból", jeszcze o nim nie pisałem prawda? Bowiem, z początku nie jestem taki potulny i przyjazny, w ogóle taki nie jestem, łatwo nabieram złe nawyki, oraz często kryje się za pokerową twarzą. Moje sarkastyczne serce jest tak naprawdę podziurawione, zgorzkniałe, oraz czarne, dosłownie; przepełnione furią i bólem, które zadał mi los. w towarzystwie nieznajomych pozostaje tajemniczy, staje się wtedy mało rozmowny i milczę; wyjątki następują wtedy gdy osoba nie jest ani przyjacielsko, ani neutralnie nastawiona do mnie, wtedy potrafię być chamski i cięty w słowach. Uwielbiam deszcz, nie wiedzieć czemu, chociaż nienawidzę gdy moja grzywa i ogon stają się mokre! Więc jak wrzucisz mnie do wody to raczej zachwycony nie będę! Mimo wszystko mądre powiedzenie mówi "nerwy do konserwy", dlatego nie ujawniam mojej drapieżności, już się nauczyłem, że to najgorsze co może być. Nie lubię monotonii i rutyny, jednak w niektórych momentach się jej poddaję, trudno. Jestem wiecznie w ruchu, rzadko kiedy można mnie zobaczyć w stanie spoczynku, chyba, że jestem zmęczony, albo pochłania mnie rutyna, bądź zapotrzebowanie spokoju. Ach, spokój! To chyba jedyna rzecz, która jest tak mi odmienna, aczkolwiek ją lubię. Wtedy staję się poważny, może nawet trochę smutny i przygnębiony, jednak pod koniec tego stanu, na moim pyszczku znów gości uśmiech. Uwielbiam imprezować, a gdy już natrafi się taka okazja z sarkastycznego Nera, zamieniam się w duszę towarzystwa, jednak gdy nadarza się propozycja dołączenia do takowej imprezy jestem bardzo nieśmiały i z początku nieprzekonany. Pierw coś wykonam, a potem myślę, trochę jak dziecko... Nie jestem jak otwarta księga, mam swoje tajemnice. Lubię podrywać klacze, oraz patrzeć na urocze źrebaki; jednak moim zdaniem nie jestem jeszcze na to gotowy. Lubię zabawy z młodszymi od siebie, jestem tolerancyjny, więc mi to nie przeszkadza. Nie lubię nudnych, oraz mało rozwiniętych rozmów typu "-O, cześć, co tam u Ciebie? -Ach tak wszystko dobrze, a u Ciebie?" itp. Woli bardziej rozwinięte rozmowy z istotami inteligentnymi, nienawidzi istot tępych i przygłupich, gdy natrafia na takie istoty, staje się nie tolerancyjny i traktuje je jak śmieci, ignoruje je, oraz omija szerokim łukiem bądź odchodzi. Są dni gdy izoluje się od reszty i nie kontaktuje się nawet z bliskimi mu osobami, jednak zdarza się to bardzo, ale to bardzo rzadko. W towarzystwie klaczy dostaje głupawki. Wtedy jestem szarmancki, romantyczny, oraz dystyngowany. Komplementuje je, oraz pomagam. Rzucam się na wrogów, a czasem nawet zabijam z zimną krwią, gdy trzeba jestem wredny i nieopanowany, zamieniam się w moją drugą połowę, o jestem podzielony na dwie, jedną dobrą, drugą złą. Trudno mnie uspokoić co czasem może wyjść na szkodach. Jednak jak nie patrzeć jest prawdomówny i dobrze dochowuje sekretów. Często nucę sobie jakieś moje ulubione piosenki pod nosem. Codziennie trenuję sztuki walki, dzięki czemu moje muskularne ciało jest bardzo wytrzymałe i podatne na ból. Do każdego odnoszę się z szacunkiem i potrafię być uprzejmy. Praktycznie nie ma takiej istoty z którą nie potrafię nawiązać dobrych kontaktów. Przyjacielem jestem oddanym i wiernym, służącym pomocy nawet w środku nocy, chociaż najczęściej wtedy jeszcze nie śpię, a właśnie... Śpię tylko 4 godziny, aczkolwiek jestem wyspany, dziwne co? Wracając, swoich najbliższych traktuję jak rodzinę, której nigdy nie miałem, ale cóż. Nie zakochuję się tak łatwo jak inni, fakt faktem, że uwielbiam jak klacze za mną szaleją, jednak ja bardziej doceniam te, które tego nie okazują, chociaż takiej jeszcze nie spotkałem. Jestem bardzo opiekuńczym ogierem, a każde słowo krytyki ignoruję, jednak czasem biorę je sobie do serca.
Moce: Wieczna Młodość - Nero pozostaje wiecznie młody, tzn. ogier nie odczuwa, oraz inni nie widzą po nim oznak starości na ciele, oraz w głosie; Teleport Ciemności - wpierw, gdy ogier chce użyć tej mocy w miejscu w którym stał następuje błysk z którego ciekną smugi mroku, ta sama kombinacja pojawia się pod koniec teleportacji. Teleport ma dwie funkcje: pierwsza wymieniona powyżej, a druga to teleportacja przez wrogów w czasie której Nero przepruwa ich swoim rogiem; Cios Ciemności - używając tej mocy, przednie kopyta ogiera są całe w mroku (wręcz nim płoną). Dodaje mu to skoczności, oraz rani jego wrogów bardziej niż zwyczajny cios zadany kopytem; Zwinność - Nero ma tzw. nadnaturalną zwinność, pomaga mu to w przemieszczaniu się, zakładach kto szybszy, a także w unikach; Ostrze mroku - używając tej mocy róg Nera płonie mrokiem, moc działa ofensywnie, służy jako "miecz", Zemsta Krucza - działanie ofensywne i defensywne, ogier przywołuje kruki/kruka, moc ta może zostać zastosowana jako "krucza tarcza", "krucza armia" (licząca około 15 członków) wydziobująca np. oczy, bądź jako pewien rodzaj posłańca; Furia - Niekontrolowane. Pojawia się gdy ktoś mocno zrani jego/jego bliskich, przyczyną nie musi być osoba, może to być nawet wydarzenie; jednak to musi być coś bardzo poważnego, bo z byle czego furia się nieuaktywnia. Podczas Furii jego oczy świecą i "płoną mrokiem" zarówno jak i róg. Może zniszczyć wszystko co jest na jego drodze, a wszystko przez to, że podczas furii nie wie co się z nim dzieje i może zranić nawet bliskich.
Rodzina: Matka - Dream, Ojciec - Nightmare, oboje zmarli
Partner: Serce pełne miłości, pozostaje na zawsze młode...
Potomstwo: Brak
Historia: Historia Nera tak naprawdę zaczyna się gdy umiał chodzić 3 tygodnie od czasu poczęcia, bowiem wybuchła wtedy wojna pomiędzy jego stadem Mrocznej Ciemności, a stadem Wiecznego Światła. Dosłownie kilka sekund przed skażeniem, oraz spopieleniem terenów rodzice Nera uratowali mu życie teleportując go do schronu, który znajdował się pod ziemią wykopanego przez jednorożce ziemi na wypadek wojny. Tam po chwili zaczęła się zbiegać reszta, ale w koszmarnym stanie. Jedni nie mieli kopyta, drudzy kończyny, trzeci prawie umierali, czwarci nie mieli skrzydła, albo rogu, bądź mieli je w strasznym stanie; piąci byli niesieni na plecach, a szóści byli cali, ale płakali ze strachu. Nero nie zwracał uwagi na poturbowane konie, jednak całą swoją uwagę skupił na rodzicach. Umierali. Czuli to. Ostatnie słowa jakie Nero pamięta to "Pamiętaj o nas", po tych słowach ich ciała stały się zimne, a serca przestały bić. Wojna trwała 2 lata, a kiedy ustała na wskutek kapitulacji jego stada, wszystko było już spopielone i zniszczone. Wtedy Nero postanowił prowadzić koczowniczy tryb życia. Wędrował, wędrował i wędrował, aż trafił tutaj, gdzie postanowił porzucić koczowniczy tryb życia i zacząć wszystko od nowa.
Wciela się: WilczycaShante

Imię: Columbiana
Płeć: klacz
Wiek: 30 lat
Gatunek: Koń
Cechy charakteru: Jestem klaczą, która nie zna słów "niemożliwe". Ma motta których się trzyma, na przykład "Nie ma rzeczy nie możliwych, są tylko mało prawdopodobne" lub "Nigdy nie mów nigdy". Ogółem jest ich wiele. Lubi przebywać w towarzystwie innych koni, a także zwierząt. Wierzy w siebie i innych, którzy już tą wiarę w siebie stracili. Próbuję podnieść wszystkich na duchu, przez co nieraz jestem trochę natrętna. Zawsze się uśmiecham. W każdej rzeczy znajdę coś pięknego, w każdej istocie. Jestem zbyt szczera, co można we mnie dostrzec po pierwszej rozmowie. Chciała bym mieć twardsze serce.
Moce: Przemiana w inne zwierzęta, podczas gdy z moich ran leci krew staję się silniejsza, leczę wzrokiem. Potrafię widzieć i rozmawiać duchy. Stwarzanie istot mi posłusznych, niewidzialność.
Rodzina: ojciec - Karlin, Matka - Saori, Siostra - Kiara
Partner: szuka
Potomstwo: brak
Historia: Odeszłam od rodzinnego stada, spotykając po drodze ogiera o imieniu Demon. Wędrowaliśmy kilka lat, a potem staliśmy się parą. Niestety, nie mogąc z nim wytrzymać zerwałam po kilku latach związku. Pewnego dnia złapali nas ludzie i sprzedawali z rąk do rąk. Każdy nie mając serca nas bił. Kiedyś Demon stanął po mojej stronie osłaniając mnie przed kolejnymi uderzeniami batem. Po tym zdarzeniu człowiek ten przestał nas bić i puścił wolno. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, więc ruszyliśmy po prostu biegiem. Uciekaliśmy przed tym wiele miesięcy. Pod koniec mojej podróży jakiś ogier zabił Demona. Zostałam z nim całą najbliższą noc. W końcu dotarłam tu i zostałam...
Wciela się: pobudkiewiczwp.pl

Imię: Expecto
Płeć: ogier
Wiek: 30 lat
Gatunek: Patronus
Cechy Charakteru: Ognista dusza, ukryta pod chłodnym i kamienną twarzą. Jestem tajemniczy, czujny, nieufny, niezależny, gwałtowny, wytrwały, silny duchem, odważny (czasem wręcz brawurowy), dziki, uparty, zawzięty, krytyczny, z ironicznym poczuciem humoru, sarkastyczny, pewny siebie i swoich umiejętności, waleczny.
Moce: Charakterystyczne dla mojej rasy – zmienianie swej postaci w strzęp mgły, przenikanie umysłem przez istoty żywe i martwe, błyskawiczna orientacja w terenie - lokalizowanie innych koni.
Charakterystyczne dla mojego Zakonu - telepatia, telekineza, władanie słabszymi umysłami, sztuczki umysłowe, nadnaturalne: refleks, szybkość, siła oraz skoczność, medytacja i medytacja bitewna, wizje Mocy
Rodzina: Jestem klonem - kopią genetyczną
Partner: Nigdy nie miałem partnerki, ale chyba nie czas o tym myśleć
Potomstwo: Klonowane istoty nie mogą się rozmnażać
Historia: Jestem Patronusem. Ostatnim z starożytnego rodu. Moja rasa wyginęła przed tysiącami lat. Ja jestem ostatni. Dlaczego ja jeszcze żyję? Jestem klonem. Czystą, genetyczną kopią największego mistrza Zakonu tamtych czasów. Nie wiem kto mnie sklonował, ale czuję, że nie był moim przyjacielem lecz wrogiem. Posiadam te same umiejętności co ów mistrz, którego jestem odbiciem.
Mając 4 lata poczułem, że uśpione jak dotąd umiejętności Mocy we mnie narastają. Chciałem je wszystkie odkryć. Chciałem nauczyć się je wykorzystywać. Szukałem kogoś, kto by mnie tego nauczył. I wreszcie znalazłem mojego Mentora. A może to on odnalazł mnie. Należał do tego starożytnego Zakonu. Był dziwny. Tajemniczy. Nie mówił zbyt wiele o sobie. Ale uczył mnie. Dbał o mnie jak ojciec. A ja uczyłem się szybko. Zdobyłem umiejętności walki, medytacji, używania Mocy, odświeżania ciała i umysłu, telepatii i telekinezy, sztuczek umysłowych, filozofii Zakonu, obrony słabszych, altruizmu… Po kilku latach przewyższyłem wszystkich innych uczniów w Zakonie. Byłem potężny. Potężniejszy od Mentora. Wyzwałem go na pojedynek. Chciałem się sprawdzić. Ale on zwyciężył. Nie pokonał mnie jednak. Nie odebrał życia. Wybaczył mi pychę i nakierował na odpowiednią ścieżkę. Wkrótce stałem się pełnoprawnym członkiem Zakonu.
A czym jest Zakon? Jesteśmy strażnikami pokoju. Walczymy za wolność innych, za ich szczęście i dobro. Chronimy ich przed nieszczęściami. Próbujemy wykończyć zło tego świata.
Byłem już pasowany na rycerza Zakonu, gdy wybuchła straszna wojna. Miliony traciły życie. Miliardy traciły zdrowie. Zdawało się, że nasz świat zmierza ku zagładzie. Ziemia płynęła krwią. Wybuchy niszczyły domy i świątynie. Nasi bracia odwracali się przeciw nam. Próbowaliśmy chronić cywili, ale było to co raz trudniejsze. Wreszcie nadszedł ten straszny moment.
Nasz brat i przyjaciel zdradził nas. Odwrócił się ku mrokowi. Zaprzysiężył się z siłami tak mrocznymi, że nikt z żyjących tego nie może pojąć. One go zniszczyły. Zginął. A z nim połowa galaktyki. Ich duchy już nie będą wolne. Zginął, ale wygrał wojnę.
Wojna to okrucieństwo. Odebrała mi przyjaciół. Odebrała mi mistrza. Zniszczyła cały Zakon. Od tego czasu włóczę się po świecie. Nie mam jak wykorzystywać moich umiejętności. Nie mam sensu życia. Ale nie przestaję go szukać. Może w końcu go znajdę. Może tutaj w Mirror Lake.
Wciela się: Mandalorian
Mając 4 lata poczułem, że uśpione jak dotąd umiejętności Mocy we mnie narastają. Chciałem je wszystkie odkryć. Chciałem nauczyć się je wykorzystywać. Szukałem kogoś, kto by mnie tego nauczył. I wreszcie znalazłem mojego Mentora. A może to on odnalazł mnie. Należał do tego starożytnego Zakonu. Był dziwny. Tajemniczy. Nie mówił zbyt wiele o sobie. Ale uczył mnie. Dbał o mnie jak ojciec. A ja uczyłem się szybko. Zdobyłem umiejętności walki, medytacji, używania Mocy, odświeżania ciała i umysłu, telepatii i telekinezy, sztuczek umysłowych, filozofii Zakonu, obrony słabszych, altruizmu… Po kilku latach przewyższyłem wszystkich innych uczniów w Zakonie. Byłem potężny. Potężniejszy od Mentora. Wyzwałem go na pojedynek. Chciałem się sprawdzić. Ale on zwyciężył. Nie pokonał mnie jednak. Nie odebrał życia. Wybaczył mi pychę i nakierował na odpowiednią ścieżkę. Wkrótce stałem się pełnoprawnym członkiem Zakonu.
A czym jest Zakon? Jesteśmy strażnikami pokoju. Walczymy za wolność innych, za ich szczęście i dobro. Chronimy ich przed nieszczęściami. Próbujemy wykończyć zło tego świata.
Byłem już pasowany na rycerza Zakonu, gdy wybuchła straszna wojna. Miliony traciły życie. Miliardy traciły zdrowie. Zdawało się, że nasz świat zmierza ku zagładzie. Ziemia płynęła krwią. Wybuchy niszczyły domy i świątynie. Nasi bracia odwracali się przeciw nam. Próbowaliśmy chronić cywili, ale było to co raz trudniejsze. Wreszcie nadszedł ten straszny moment.
Nasz brat i przyjaciel zdradził nas. Odwrócił się ku mrokowi. Zaprzysiężył się z siłami tak mrocznymi, że nikt z żyjących tego nie może pojąć. One go zniszczyły. Zginął. A z nim połowa galaktyki. Ich duchy już nie będą wolne. Zginął, ale wygrał wojnę.
Wojna to okrucieństwo. Odebrała mi przyjaciół. Odebrała mi mistrza. Zniszczyła cały Zakon. Od tego czasu włóczę się po świecie. Nie mam jak wykorzystywać moich umiejętności. Nie mam sensu życia. Ale nie przestaję go szukać. Może w końcu go znajdę. Może tutaj w Mirror Lake.
Wciela się: Mandalorian
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz